Ciekawostki miasta i gminy

Herb Biskupca należy do grupy herbów mówiących powstających na kanwie symboliki pochodzącej od nazwy miejscowości.

Zasięg pierwotnego miasta wyznaczają dzisiejsze ulice: Floriańska, Syreny, Ogrodowa i Chopina.

Pierwsze obwarowania wybudowano jako mur z cegły z dwoma bramami: reszelską i lidzbarską. Wolna przestrzeń między cegłami została wypełniona gruzem przemieszanym z wapnem. Z biegiem czasu z tej mieszanki powstała lita skała.

Od 1945 r., zaczęto dodawać do nazwy Biskupiec przymiotnik reszelski lub warmiński.

Na północnym brzegu rzeki Dymer, na wzniesieniu naprzeciw kościoła katolickiego stał zamek biskupi. Zarządzał nim burgrabia, który sprawował jednocześnie urząd sędziego, pobierał czynsz oraz przyjmował daniny. Pilnował także umocnień miejskich i dowodził oddziałem zbrojnym. W okresie wojny trzynastoletniej zamek został zniszczony i już nigdy więcej nie odbudowany.

Biskupiec miał dwa lub trzy areszty zlokalizowane w północno-zachodniej części rynku. Służyły one jako areszt prewencyjny. Najczęstszymi nakładanymi karami były kary pieniężne i kara chłosty, wykonywana publicznie. Inną równie ciężką karą była klatka, w której zamykano przestępcę i coraz ktoś ją obracał co wywoływało śmiech wśród zgromadzonych na rynku. Taka klatka była zamontowana na obrotowej podstawie na biskupieckim rynku do 1772 r. Za przestępstwa przeciwko Kościołowi i wierze katolickiej skazywano na karę tzw. pokutnica. Była to żelazna obręcz, którą zakładano na szyję. Zazwyczaj znajdowała się w przedsionku kościoła. Najcięższa kara było cofnięcie prawa miejskiego tj. wykreślenie z listy mieszczan. Najpewniej łączyła się z konfiskatą mienia i wygnaniem z miasta.

Niegdyś warzenie piwa było przywilejem, które zgodnie z dokumentem lokacyjnym przysługiwało posiadaczom parceli lub półparceli miejskich. Początkowo piwo warzyło się tylko od 24 sierpnia do 1 maja i było związane z prawem wyszynku i nie można było sprzedawać piwa bez zawiadomienia rady. By je sprzedać należało przejść próbę jakości przeprowadzoną przez rajcę. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż biskupiecki browar wytwarzany od 1957 r., miał wysoką jakość i był w czołówce browarów w Polsce

Wódkę produkowano już w XVI wieku, najpierw ze zboża później z ziemniaków. Produkować mogli ja tylko ci, którzy wpłacili do kasy komornictwa odpowiednia wysokość grzywien.

 

Wieś Bredynki to najmłodsze osiedle chłopskie na Warmii. Przyczyną tak późnej kolonizacji były nieuregulowane prawo własności oraz teren narażony na napady wojsk litewskich. W 1599 r. przedsięwzięciu lokacji wsi podjął się Serafin Zaręba, mianowany sołtysem. Za zgodą kardynała Andrzeja Batorego otrzymał On zgodę na otwarcie karczmy. Również przed rokiem 1600 człowiekowi o nazwisku Albert został sprzedany grunt pod budowę młyna (nadanie przywileju młyńskiego 18 maja 1605 r.).

W 1756 r. właścicielem obu nieruchomości został jeden właściciel, jednak kiedy stan ten się zmienił i nastał nowy właściciel młyna zaczęła się  „wojna o wodę”, czy też jak podają inne źródła „wojna w Bredynku”.

W 1863 r. zostało spuszczone 20-morgowe jeziorko mieszczące się w środku wsi. Decyzję podjął właściciela młyna (Gross), który zauważył większy zysk z gruntu pod jeziorem niż z samego stawu. Przekonał On właścicieli karczmy do podpisania dokumentu stwierdzającego, że tylko woda jest własnością wsi, a grunt pod nim należy do Niego. Jednak mieszkańcy szybko zauważyli swój błąd, przecież jeziorko było dla nich źródłem dobrej wody, siedliskiem ryb. Podczas zamieszek utrudniających właścicielowi dojście do celu, do walki wkroczył wezwany na pomoc przez Gross oddział żołnierzy,. W wyniku wojny zginęło 10 mężczyzn i 4 kobiety. Jeszcze w tym samym roku mieszkańcy  w miejscu zbrodni wznieśli krzyż, a w 1884 r. Jan Skupski wybudował kaplicę, w której co roku w Wielkanoc odbywała się msza upamiętniająca walczących o wodę. 

 

Dawne tradycje Wielkanocne Warmii

Zając obdarowujący dzieci słodyczami, postne śniadanie pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych i smaganie panien jałowcową palmą - to niektóre zwyczaje tradycyjnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego na Warmii. Święta Wielkanocne na Warmii poprzedzał bardzo ścisły 40-dniowy post. Warmiacy powstrzymywali się od jedzenia wszelkich mięs, a z tłuszczów używano do sporządzania potraw wyłącznie oleju. Nie jedzono w ogóle nabiału, w tym i masła. Potrawy sporządzano głównie z warzyw, owoców i ryb. W środy i piątki Wielkiego Postu posilano się jedynie chlebem i wodą

Nic więc dziwnego, że Święta Zmartwychwstania Pańskiego po takim poście kojarzone były z wielkim ucztowaniem. W Wielki Piątek chłopcy biegali po wsi hałasując drewnianymi kołatkami, ogłaszając w ten sposób śmierć Chrystusa. W Wielką Sobotę palono najstarszy stojący we wsi drewniany krzyż, a węgielki pochodzące z ogniska miały być środkiem leczniczym na wszelkie choroby. Na Warmii nie było zwyczaju święcenia potraw. Niedzielę Wielkanocną należało przywitać kąpielą. Domownicy wstawali wcześnie rano i milcząc szli do strumyka lub rzeki, by się umyć. Chorym przynoszono wodę. Taka kąpiel miała przynieść zdrowie. Kropiono także bydło - na pomyślność.

Niedzielnym zwyczajem była także wczesna pobudka, bo "kto wstał wraz ze słońcem, mógł zobaczyć na nim skaczącego baranka, symbolizującego zmartwychwstałego Chrystusa". Po uzdrawiającej kąpieli warmiacy siadali do niedzielnego postnego śniadania. Jedzono twaróg, masło ulepione w figurkę baranka, razowy chleb upieczony w prostokątnej formie, jajka, słone ciasteczka w kształcie ptaków i inne, słodkie już, ciasta. Po postnym śniadaniu wielkanocnym, kolejne posiłki były już bardzo obfite i mięsne. Po długim poście w Wielkanoc jedzono dużo i tłusto. Dni świąteczne były czasem spotkań towarzyskich i rodzinnych oraz hucznych zabaw.

W pierwszy świąteczny dzień warmiacy chodzili po wsi z zielonym gaikiem, czyli ozdobioną gałązką albo z kogutkiem. Drewniany kogutek na kółkach był wożony od domu do domu przez młodych ludzi, którzy w przyśpiewkach przymawiali się do gospodyń o datki, jajka i słodycze. W drugi dzień świąteczny młodzi ludzie smagali się witkami jałowcowymi. Powodzenie panien można było poznać po śladach na ciele od uderzeń igieł jałowca zwanego na Warmii kadykiem. Od smagania dziewczyna mogła wykupić się kraszanką. Innym zwyczajem Wielkanocnego Poniedziałku był zając przynoszący słodycze. Z utęsknieniem czekały na niego grzeczne dzieci. W zależności od pogody zając zostawiał słodkości w domu albo na podwórku.

Dla zainteresowanych o tym jak wyglądały kary w dawnym Biskupcu

Do 1772 roku stała na rynku w Biskupcu klatka na obrotowej podstawie. Zamykano w niej przestępcę i coraz to ktoś okręcał klatkę, co wywoływało wybuchy śmiechu wśród zgromadzonych na rynku. Na karę pręgierza i zamknięcie w klatce skazywano oszczerców, oszustów i złodziei.

Za przestępstwa popełnione przeciwko Kościołowi i wierze katolickiej karano tzw. pokutnicą. Była to żelazna obręcz, którą zakładano na szyję. Przyrząd taki znajdował się swego czasu w przedsionku Biskupieckiego kościoła. Karę tę zniesiono w 1794 roku.

Małpolud z Węgoja czyli tajemnica figurki

Niezwykle interesująca historia związana jest z odkryciem niewielkiej figurki małpoluda z Węgoja. W 1994 r. Grzegorz Jankowski - uczeń szkoły w Węgoju - wraz ze swym ojcem wykopali na głębokości 3 metrów ośmiocentymetrową, ciemnołososiową, ciężką figurkę przedstawiającą małpę / małpoluda.

Nauczycielka miejscowej szkoły - Pani Teresa Kacperska - dostarczyła ją do Działu Archeologii Muzeum Warmii i Mazur. Jak dotychczas specjaliści nie określili ani pochodzenia, ani wieku figurki. Opinie ekspertów są bardzo podzielone: niektórzy uznali ją za współczesny falsyfikat, inni szacowali jej wiek na aż 12 tys. lat (!).

Gdyby potwierdziła się druga z hipotez, byłoby to znalezisko o ogromnym znaczeniu.

Centrum Prus

Czy wiecie, że niedaleko miejscowości Labuszewo znajdował się kamień, który stanowił centrum Prus.

Historyczna granica

Przez Gminę Biskupiec przebiegała historyczna granica pomiędzy Warmią i    Mazurami.

Żurawi Raj

Na użytku ekologicznym o nazwie "Zlotowisko Żurawi" gromadzi się nawet do 2500 tych osobników.

Wilki

Wśród wielu ssaków stwierdzonych na terenie gminy zaobserwowany został wilk.

LEGENDA O JEZIORZE DADAJ

Dawno temu na pięknej Warmii błyszczącej lazurowymi taflami jezior, szumiącej ogromnymi borami, rozśpiewanej chórami ptaków, w pobliżu Biskupca, żył ubogi, lecz bardzo dobry chłopak o imieniu Krystek. Mieszkał samotnie w swojej małej chatynce, marząc o pięknej żonie, dzieciach i dostatku.

Pewnego dnia odwiedził go nieznany starzec, który, znając marzenia chłopca, obiecał je spełnić. Postawił jednak warunek, by pomimo bogactwa pozostał sobą. Oszołomiony Krystek poprzysiągł spełnić obietnicę. Z nastaniem świtu ujrzał przed chatą śliczną, młodą dziewczynę o imieniu Dadaj i wóz pełen złotych i srebrnych monet. Chłopak nie mógł uwierzyć swemu szczęściu i podług obietnicy pomagał biednym, jak tylko mógł. Jednak z biegiem lat zapomniał o danej starcowi obietnicy. Stał się zachłanny, podejrzliwy i skąpy. Biedni ludzie, zrażeni niegościnnym przyjęciem, przestali doń przychodzić.

W domu zapanowała cisza a żona posmutniała, nawet chwilami popłakiwała. Któregoś dnia wyznała, że będzie musiała odejść, gdyż małżonek nie dotrzymuje obietnicy. Jednak butny Krystek śmiał się z przestróg żony.Nagle zerwała się straszna wichura, słychać było jedynie nawoływania: Dadaj, Dadaj!!!. Kobieta, słysząc swoje imię, wybiegła a za nią pobiegł przerażony Krystek. Zauważył białego rumaka, na którym siedział starzec trzymający w objęciach zapłakaną Dadaj.

Mimo błagań i zaklęć starzec nie zwrócił mu żony. W pewnej chwili pędzący koń z siedzącymi na grzbiecie ludźmi, wpadł w głęboką rozpadlinę. Z niej wytrysnęła szerokim strumieniem woda, z której powstało przepiękne jezioro, noszące nazwę ukochanej Krystka - Dadaj.

(na podstawie tekstu Zofii Zymler - Hansowej ze zbioru pt. "Nowy kiermasz bajek")